Bez kategorii

O Maderze c.d i o przypadkach, które nie istnieją

Marzenie o wyjeździe na Maderze zakiełkowało już bardzo dawno.

W międzyczasie dotarłam do różnych miejsc ale na Maderę wciąż było nie po drodze. Aż do tego roku.

“Udało się”

Do samego końca, nie wiedziałam, czy uda się wyjechać. Okoliczności delikatnie mówiąc były “mało sprzyjające”. Jednak, jak już nie raz miałam okazję się przekonać – nic się nie dzieje bez przyczyny 🙂

Mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że Wszechświat mi sprzyjał i pozwolił mi na realizację mojego marzenia. Oczywiście samo nic się nie zrobiło i potrzebne było trochę wysiłku ale radość i niedowierzanie, że naprawdę lecę były nie do opisania.

Patrząc na sytuację z boku, ktoś mógłby powiedzieć – udało Ci się, miałaś szczęście. Ja wiem, że tak miało być. Dokładnie w tym momencie, nie wcześniej i nie później. A tak naprawdę, to wtedy, kiedy zrezygnowana przeszkodami, które pojawiały się co chwilę, powiedziałam sobie “niech będzie, co ma być”. I było.

Okoliczności

To, że na Maderze można zachwycać się widokami, roślinami, trasami itp. to dość oczywiste. Nie bez przyczyny docierają tam rzesze turystów.

Tym razem byłam ja, a w mojej aurze był ktoś jeszcze…

Wyjeżdżając byłam święcie przekonana, że jestem “już po”, że temat jest zamknięty. Ba! ja w to naprawdę wierzyłam.

Jedna rozmowa

Aż pewnego dnia, siedząc sobie i rozmyślając o życiu (a dokładnie o tym, że nie mam odpowiedniego sprzętu do zrobienia na gorącu wpisu na bloga) zaczęłam rozmawiać z poznaną dzień wcześniej osobą.

Tak naprawdę, to rozmawiałyśmy pierwszy raz w życiu. Nieoczekiwanie nasza rozmowa z kurtuazyjnej wymiany zdań o pogodzie zamieniła się w rozmowę o życiu, o jego kreacji, o problemach, o tym, co sprawiło, że się tam wszyscy znaleźliśmy.

Osoba, której imienia jeszcze poprzedniego dnia nie znałam, stała się bliższą, niż ci, z którymi funkcjonuję na co dzień.

Dawno nie miałam okazji spotkać się z kimś, z kim można rozmawiać przez duże R.

Ta obca mi osoba, nie znając mnie a znając jedynie wycinek historii wyczuła, że ja wciąż myślami żyję w przeszłości. Zaprzeczając jej, zaprzeczałabym sama sobie, bo wcześniejsze przekonanie, że jest już dobrze a ja idę do przodu, było moim złudzeniem.

Jedno zdanie podziałało na mnie jak zimny prysznic. Nie taki, który mrozi krew w żyłach ale taki, który budzi i daje kopniaka do działania.

Być może była to jej intuicja, być może mądrość życiowa. Ale może czuli to wszyscy wokół a tylko ja żyłam iluzją, że jest inaczej.

Przypadki nie istnieją

Pomyślałam wtedy tylko to “to nie jest przypadek”. To miejsce, ten czas, te okoliczności, te historie, które na ten wyjazd zabrał ze sobą każdy z nas – to wszystko zadziało się po coś. Dla mnie – aby oczyścić aurę. Dla innych? Nie wiem ale na pewno każdy coś zawdzięcza temu czasowi.

Może nigdy więcej się nie spotkamy. Może to była tylko jedna rozmowa ale poznając reguły, którymi kieruje się Wszechświat, wiem, że nie był to zbieg okoliczności.

Kiedy wszystko idzie pod górę, trudno zaufać, że zmierza w dobrą stronę ale jak się na końcu okazuje, wszystko idzie zgodnie z planem 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

error: Content is protected !!

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close