Bez kategorii

Wszechświat zawsze odpowiada

Poranna kawa

Uff….piątek. Nareszcie. Jutro, jak co sobotę będzie najpiękniejszy poranek w ciągu tygodnia. Bez budzika. Ze śniadaniem zjedzonym w spokoju i kawą wypitą bez pośpiechu. Potem będzie kolejna – ciepła, aromatyczna, pyszna.

I śniadanie. Śniadanie też będzie pyszne i nie będę musiała spoglądać nerwowo na zegarek, czy mam jeszcze 3 minuty czy już trzeba się zbierać.

Sobota jest najlepsza.

Wyczekiwanie

Co tydzień czekam na piątek. Zaczynam czekać w niedzielne popołudnie. I za każdym razem powtarzam sobie, że czekanie nic nie da, że trzeba żyć dziś i korzystać z każdej chwili.

Czasami się udaje. Ostatnio nawet coraz częściej.

Jednak nie w tym tygodniu. W tym tygodniu zamiast DZIŚ było tylko czekanie na kolejny i kolejny dzień.

Zabrakło obecności w tu i teraz.

Wsteczny bieg

Nie tylko planety były na wstecznym ale ja też wrzuciłam wsteczny bieg. Chciałabym powiedzieć, że wrzucił się sam a ja byłam bezsilna. Ale nie – to ja go wrzuciłam w banalnie nieuważny sposób. A potem mu się poddałam.

Nie chce mi się

Wystarczyło w poniedziałek rano powiedzieć głośno “nie chce mi się” a Wszechświat odpowiedział natychmiast TAK.

“Tak, nie chce Ci się, więc zrobię wszystko, żeby nie chciało Ci się bardziej” – tak przynajmniej sobie to wyobrażam.

I tak się zaczęło. Nie chciało mi się w pracy a po pracy byłam tak wkręcona w “niechcemisię”, że nie chciało mi się jeszcze bardziej. Niechcemisiowanie było tak męczące, że najchętniej pozostawałabym w stanie uśpienia całe popołudnia. Gdyby to nie wystarczało, zaczęłam wpędzać się w poczucie winy, że tak mi się nie chce.

I żeby było “łatwiej”, kolejne dni zaczynały się od “nie chce mi się dziś”. Następnie z każdą chwilą narastał brak cierpliwości.

Brak cierpliwości dla siebie skutkował brakiem cierpliwości dla otoczenia.

Brak cierpliwości dla otoczenia skutkował niechęcią do ludzi. Niechęć do ludzi skutkowała chęcią ucieczki… I tak można byłoby w nieskończoność aż wróciłabym do punktu wyjścia – wszystko zaczyna się i kończy w nas.

Przeciwko sobie

Czy moje nastawienie miało na kogoś wpływ? Owszem, miało – na mnie samą. Straciłam mnóstwo energii na to jedno wielkie NIE, które niechcący, a może z przyzwyczajenia wypowiedziałam w poniedziałkowy poranek.

Małe sukcesy

Udało się. Dotrwałam do piątku.

Od rana miła niespodzianka – po raz pierwszy od 2 tygodni mogłam wsiąść do samochodu bez odśnieżania czy skuwania lodu z szyb 🙂 Od razu inaczej zaczął się dzień.

Na powitanie pracy nie powiedziałam, że mi się nie chce, tylko jak fajnie, że nic nie zostało mi z wczoraj do zrobienia.

Uświadomiłam również sobie, że przez cały tydzień, mimo wszystko nie zgłaszałam specjalnie pretensji do świata. Od początku wiedziałam, że to wszystko dzieje się w głowie i że tylko zmiana mojego podejścia może naprawić sytuację. Byłam jednak zbyt nakręcona, żeby nad tym pracować.

Odpoczęłam po południu. Na nic nierobieniu – tym razem bez wyrzutów sumienia. Po prostu tego potrzebowałam.

Dni bez nazwy

Nie chcę obiecywać sobie, że następny tydzień będzie lepszy (wiem przecież, że będzie) tylko, że postaram się go przeżyć w wyższych energiach, niż te, które towarzyszyły mi przez ostatnie dni.

A najbardziej postaram się, żeby dni przestały mieć nazwy, które sugerują, że dziś może być lepsze lub gorsze, tylko, żeby każde “dziś” witać z nadzieją, że będzie po prostu dobrze 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

error: Content is protected !!

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close