odpuszczenie

Nowy Rok, Nowa Ja?

Nowy rok, o dziwo powitałam w bardzo dobrym nastroju. 

Po pierwsze, odkąd czas zaczął jakoś tak szybciej płynąć a życie jakby stało w miejscu, każdy nowy rok oznaczał dla mnie jedynie, że za chwilę będzie znów więcej świeczek na torcie a ja wciąż nie wiem gdzie i po co zmierzam. 

Po drugie, nawet udało mi się jakoś nie wspominać poprzedniego sylwestra, kiedy ON jeszcze był ze mną.

W ostatnich dniach minionego roku miałam wrażenie, że ciężka energia, która rosła jak kula śnieżna od wielu miesięcy, nabrała masy i prędkości. Niby nic specjalnego się nie wydarzyło ale czułam, że za moment przyciśnie mnie tak mocno, że już się nie podniosę.

Byłam na granicy totalnego doła i nie wiedziałam jak sobie z tym poradzić. Nie pomagały żadne sprawdzone przez ostatnie miesiące metody radzenia sobie z takimi stanami. 

Nagle, nie wiem jak, nie wiem skąd, w sylwestra samo zrobiło się takie ufff… Uff, którego tak potrzebowałam.

I po raz kolejny doświadczyłam tego jak pomaga takie zwyczajne odpuszczenie.

Chęć zmiany, wyrwania się z kołowrotka negatywnych myśli i wspomnień, dzień po dniu budowały silne napięcie. Tak silne, że za wszelką cenę chciałam się z niego wyzwolić. Walczyłam z tym stanem ale tak naprawdę walczyłam sama ze sobą. Opór rodził opór a ja traciłam siły i nadzieję.

Im bardziej na coś naciskamy, tym bardziej nas to przytłacza. Jedno napięcie powoduje kolejne, jedna walka prowokuje następne aż przekształca się to w wojnę wszystkiego ze wszystkim. I jak każda wojna, ta też niesie ze sobą ofiary.

Główną ofiarą jesteśmy my sami, bo całą energię poświęciliśmy na walkę, która z góry była przegrana. Poza nami jest nasze otoczenie, w którym zapewne poczyniliśmy mniejsze lub większe spustoszenia.

Upłynąć musi dużo czasu zanim nasze siły się zregenerują i zanim będziemy gotowi do działania w kierunku tworzenia nie niszczenia.

Wiem, jak trudno jest powiedzieć sobie “odpuść”, poczekaj, daj sobie czas, oddychaj i uwierz, że może spotkać Cię jeszcze coś dobrego. W tych najtrudniejszych momentach, te słowa mogą wręcz działać jak płachta na byka. Ale warto. Warto powtarzać sobie tak często aż zacznie się to wydawać całkiem sensowne. A potem prawdopodobne. Potem może nawet możliwe….

1-go stycznia nic wokół mnie się nie zmieniło. Nie obudziłam się z nowym pomysłem na życie. Nie przyjechał nowy rycerz na białym koniu ani tym bardziej nie wrócił stary. Nikt ze znajomych sobie o mnie też nie przypomniał.

Wszystko było takie same jak wtedy, kiedy kładłam się spać ale mimo wszystko trochę inne. Jakby jaśniejsze? 

Nie oznacza to, że wpadłam w jakąś euforię. Nie budzę się też codziennie  pełna energii i sił witalnych. Staram się po prostu nie walczyć, podchodzić do spraw ze spokojem i nie tracić energii na rzeczy, na które nie mam wpływu. A jeśli czuję, że coś zależy ode mnie, staram się nad tym pracować. 

Dziś poczułam, że chcę o tym napisać. Może jakaś zbłąkana istota trafi do miejsca doskonałego i poczuje się lepiej 🙂 Może jakaś samotna dusza poczuje, że nie jest sama w tym świecie.

Może nie do końca jeszcze nowa, ale pracująca nad tym 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

error: Content is protected !!

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close